Od poniedziałku nastąpiły zmiany. Gwałtowne i niespodziewane. Padam ze zmęczenia, nie wiem jak się nazywam. Bolą mnie plecy i nogi, ale w sumie jestem zadowolona. Na razie...
środa, 26 października 2016
środa, 19 października 2016
Przemijanie...
O przemijaniu nie myśli się na co dzień... Od czasu do czasu pojawia się jednak taka myśl, że nic nie jest wieczne... Nic a nic... Śmierć przychodzi zawsze niespodziewanie, bez zaproszenia... Tylko czasem jest ulgą,
piątek, 14 października 2016
Nauczyciele...
Nauczyciele... Nie można nie docenić Ich zaangażowania i pracy. Pracy nad kształtowaniem naszych dzieciaków. A nie zawsze jest to łatwe i przyjemne. Czasem brakuje Im cierpliwości, ale właśnie w tych momentach zasługują na największe wsparcie i słowa otuchy. Bo większość z Nich to wspaniali ludzie, pedagodzy i nauczyciele.
Kamil ma to szczęście i Jego wychowawczyni taka właśnie jest. Pełna zrozumienia, cierpliwa i zawsze uśmiechnięta. Pozostali nauczyciele podobnie. Trenerka i nauczycielka angielskiego również. Tylko pozazdrościć.
Etykiety:
AgataMg Fotografia,
foto,
moje,
rodzinnie
środa, 5 października 2016
Jesiennie...
Hmmm. Zimno, paskudnie, nieprzyjemnie i przygnębiające... Niczego się nie chce... Ogólnie brak ochoty na cokolwiek... I jak tu zmusić się do działania?
poniedziałek, 3 października 2016
środa, 28 września 2016
Czyżby remont?
Po długiej przerwie muszę napisać choć kilka słów. Natury nie da się oszukać, a pisanie jest czymś co bardzo lubię. Czymś co mnie uspokaja...
A remont? W końcu i sypialnia się go doczekała...
piątek, 5 lutego 2016
Jak było, czyli kwiecień 2007
Witajcie Smyki! Dziś głos zabierze Mama.
Od kiedy urodził się Kamilek czekałam na nasze pierwsze rozmowy... Pierwsze prawdziwe rozmowy, na coś więcej niż mówienie do niemowlaka... Ale nie spodziewałam się, jak takie rozmowy będą wyglądały... Kamilek zaczął mówić dosyć wcześnie, codziennie pojawiają się nowe słowa, teraz coraz częściej słyszymy całe zwroty... Pierwszym słowem nie była wcale "mama", ale "tata". Potem był "dziadzia", "pamba" - panda (samochód dziadków), a na końcu "baba". I tak z każdym dniem obserwujemy, a właściwie słyszymy jakieś nowe słówko...
Niestety te rozmowy nie nadają się do opisania, bo oprócz słów, są jeszcze niepowtarzalna minka i ton głosu. Kiedy miewam zły humor i zdarza mi się uronić łezkę - czasem ze złości, a czasem z bezsilności - Kamilek podchodzi do mnie, przytula się mocno i mówi "mama, nie pa..." - mamo, nie płacz... Wtedy zawsze cała złość gdzieś odpływa, znika... I wraca uśmiech... Kiedy krzyknę na mojego łobuziaka, bo po raz tysięczny robi coś czego absolutnie mu nie wolno, winowajca Kamil mówi"mama, nie ksi! " - mamo, nie krzycz! I znów na moich ustach pojawia się uśmiech... Bo jak się nie uśmiechnąć? Czasem, gdy Kamil jest wyjątkowo niegrzeczny i za nic w świecie nie ma zamiaru mnie posłuchać, np. kiedy po raz któryś tam tłucze mnie albo gryzie, mówię mu, że wcale go nie lubię i nie będę się z nim bawić... Nie mija nawet minuta, a Kamil podchodzi, przytula się, głaszcze mnie po głowie i mówi z uśmiechem "mój mama...". I jak tu się na niego złościć? Na ostrzeżenie, że jak popsuje samochodzik, to nie będzie się miał czym bawić, od razu stwierdził "dziadzia kup no..." - dziadek kupi nowy... I sprawa zamknięta...
Rafał mówi, że nieźle sobie wytresowałam Kamilka... Ale on jest po prostu bardzo wrażliwy na Mamę i doskonale wyczuwa moje nastroje. A poza tym wie, jak mi poprawić humor... Bo nic tak na mnie nie działa, jak uśmiech, przytulenie i słodka buzia mojego łobuziaka...
A na tym zdjęciu Kamilek wbrew pozorom nie walczy z drzewem. Przytula je i mówi "mój dzie... nie pa..." - moje drzewko... nie płacz..."
Pozdrawiamy Was nasi czytacze i pisacze... Życzymy wszystkim Smykom miłego, słonecznego i pełnego zabawy długiego weekendu... Do zobaczenia...
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)




