Witajcie Smyki! Dziś głos zabierze Mama.
Od kiedy urodził się Kamilek czekałam na nasze pierwsze rozmowy... Pierwsze prawdziwe rozmowy, na coś więcej niż mówienie do niemowlaka... Ale nie spodziewałam się, jak takie rozmowy będą wyglądały... Kamilek zaczął mówić dosyć wcześnie, codziennie pojawiają się nowe słowa, teraz coraz częściej słyszymy całe zwroty... Pierwszym słowem nie była wcale "mama", ale "tata". Potem był "dziadzia", "pamba" - panda (samochód dziadków), a na końcu "baba". I tak z każdym dniem obserwujemy, a właściwie słyszymy jakieś nowe słówko...
Niestety te rozmowy nie nadają się do opisania, bo oprócz słów, są jeszcze niepowtarzalna minka i ton głosu. Kiedy miewam zły humor i zdarza mi się uronić łezkę - czasem ze złości, a czasem z bezsilności - Kamilek podchodzi do mnie, przytula się mocno i mówi "mama, nie pa..." - mamo, nie płacz... Wtedy zawsze cała złość gdzieś odpływa, znika... I wraca uśmiech... Kiedy krzyknę na mojego łobuziaka, bo po raz tysięczny robi coś czego absolutnie mu nie wolno, winowajca Kamil mówi"mama, nie ksi! " - mamo, nie krzycz! I znów na moich ustach pojawia się uśmiech... Bo jak się nie uśmiechnąć? Czasem, gdy Kamil jest wyjątkowo niegrzeczny i za nic w świecie nie ma zamiaru mnie posłuchać, np. kiedy po raz któryś tam tłucze mnie albo gryzie, mówię mu, że wcale go nie lubię i nie będę się z nim bawić... Nie mija nawet minuta, a Kamil podchodzi, przytula się, głaszcze mnie po głowie i mówi z uśmiechem "mój mama...". I jak tu się na niego złościć? Na ostrzeżenie, że jak popsuje samochodzik, to nie będzie się miał czym bawić, od razu stwierdził "dziadzia kup no..." - dziadek kupi nowy... I sprawa zamknięta...
Rafał mówi, że nieźle sobie wytresowałam Kamilka... Ale on jest po prostu bardzo wrażliwy na Mamę i doskonale wyczuwa moje nastroje. A poza tym wie, jak mi poprawić humor... Bo nic tak na mnie nie działa, jak uśmiech, przytulenie i słodka buzia mojego łobuziaka...
A na tym zdjęciu Kamilek wbrew pozorom nie walczy z drzewem. Przytula je i mówi "mój dzie... nie pa..." - moje drzewko... nie płacz..."
Pozdrawiamy Was nasi czytacze i pisacze... Życzymy wszystkim Smykom miłego, słonecznego i pełnego zabawy długiego weekendu... Do zobaczenia...
WSZĘDZIE DOBRZE, ALE W DOMU NAJLEPIEJ!!- 2007-04-26 12:19
Witajcie Smyki!
Od niedzieli nocowałem u Babci Hani. Do domu wróciłem dopiero wczoraj wieczorem... Tata cały ten czas męczył się z tymi płytkami na balkonie. Z chęcią bym Mu pomógł w klejeniu i przycinaniu, ale nie chce mojej pomocy. Tata jest bardzo, bardzo zmęczony i nie ma już siły na zabawę ze mną... Straaasznie mi Go brakuje i mam nadzieję, że już niedługo - jak sobie odpocznie - będziemy znów chodzić na spacery, jeździć na wycieczki i razem się bawić. Nasza wycieczka do ZOO do Chorzowa jest już pewna na 99,9%. Jedziemy! No, chyba że będzie padał deszcz... Nawet Mama nie może się już doczekać...
Zrobiło się w końcu ciepło i słonecznie. Mogę bez przeszkód bawić się w ogródku! Stoczyłem ostatnio - na szczęście bezkrwawą - bitwę na kije z moim kuzynem Dawidem. Poza tym całymi dniami szaleję z konewką i podlewam wszystkie możliwe rośliny, kwiatki, drzewa i krzaki - co prawda podlewam je piaskiem, ale jak wiecie nie wolno mi się zbliżać do wody...
A wieczorem padam wykończony. Ciekawe kto szybciej zasypia? Ja czy Tata? Szkoda mi tylko Mamy, bo całymi dniami siedzi sama... To znaczy przyjeżdża z Tatą do Babci, ale Babcia jest zajęta gotowaniem obiedu i pracami ogródkowymi, Tata zajmuje się balkonem, Ja jestem bardzo zajęty zabawą... A Ona? Trochę się już nudzi... Bo podobno wszędzie dobrze, ale w domu najlepiej... Także dobrze, że ten nieszczęsny remont już niedługo się kończy i wszystko wróci do normy...
Pozdrawiamy wszystkich czytaczy i pisaczy... Życzymy Wam miłego, słonecznego i pełnego zabawy dnia... Do zobaczenia...
22 MIESIĄCE KAMILA I SZALEŃSTWA NA PLACU ZABAW! - 2007-04-23 08:31
Witajcie Smyki!
Wróciło do nas słońce i ładna pogoda... Czekaliśmy, czekaliśmy i doczekaliśmy się... Teraz już nie odpuszczę i będziemy codziennie chodzić na spacery.
Sobotę spędziłem z rodzicami. Nie chciałem jechać z Tatą na giełdę samochodową - na dniach będziemy zmieniali samochód, wolałem razem z Mamą sprzątać w domu. Ale nie o sprzątaniu będzie... Bo przecież każdy porządny Smyk pomaga rodzicom, prawda? Po południu, po drodze do Babci Uli, zahaczyliśmy o plac zabaw. Kiedyś nie lubiłem placów zabaw... Teraz je uwielbiam! Zjeżdżałem jak szalony najpierw z małej zjeżdżalni, a potem z większej... Ale zabawa! Czemu wcześniej tego nie odkryłem?! Zabarałem też łopatkę do wypróbowania w piasku. Łopatka się spisuje! Świetnie się nią obsypuje inne dzieci... Co prawda Mama mówi, że nie wolno nikogo obsypywać, ale co tam... Łopatka była taka super, że jakiś maluch chciał mi ją odebrać. Jego mama musiała go zabrać z piaskownicy, bo zaczął prakać... Mam nadzieję, że kupi mu taką samą...
W niedzielę rodzice wybierali się na koncert szantowy, więc odstawili mnie rano do Babci Hani i zostałem u niej aż do dzisiaj... Koncert był bardzo udany, rodzicom się podobał, super się bawili i mają obiecaną płytę Wujka Radka, który występował na tym koncercie... Mama pierwszy raz widziała Wujka na scenie i trochę się denerwowała. Wujek był super! Już teraz Mama myśli o odwiedzinach u Cioci i Wujka i ich synka Patryka. W końcu jakich chłopak w moim wieku... Już czekam na zabawę z Patrykiem...
Ja też miałem udaną niedzielę. Babcia trochę narzekała, bo obsypałem ją całą piaskiem... Mówiła, że urwie głowę temu, kto kupił mi moją ukochaną łopatkę, z którą się nie rozstaję nawet w domu... Tata sam się przyznał, że to on kupił... Mam tylko nadzieję, że Babcie żartowała i Tata nie straci głowy...
Dziś kończę 22 miesiące! Jeszcze tylko 2 miesiące i będziemy świętować moje drugie urodziny... Mama już teraz mówi do mnie dwulatek... Kiedy minęły te miesiące? Tego nie wie nikt...
Pozdrawiam wszystkich moich czytaczy i pisaczy... Życzymy Wam miłego, słonecznego i pełnego zabawy dnia... Do zobaczenia...
TRZYMAJ SIĘ PIASKOWNICO I MAMA W SZALE CYKANIA! - 2007-04-21 13:40
Witajcie Smyki!
Po trzech notkach pisanych z przymusowego wyjazdu do Babci, ciężkich pracach budowlanych i ogrodowych dzisiejszą sobotnią notkę piszemy już z domu... Ale zrobiło się zimno i nieprzyjemnie... Jeszcze we wtorek było prawie upalnie, także biegałem po ogródku w koszulce z krótkim rękawkiem, a pozostałe dni... Brrr... Prawie zima... O spacerach mogłem jedynie pomarzyć...
Wczoraj rodzice zabrali mnie ze sobą na zakupy... Uzupełnialiśmy letnie zaopatrzenie... I tak przybyły mi dwie nowe łopatki i czapeczka z daszkiem. Niestety łopatek jeszcze nie wypróbowałem, ale już się szykuję na jutro... Jutro rodzice znów mi się "urywają", jadą na jakiś koncert szantowy do Dąbrowy Górniczej... Ma występować ich znajomy, Wujek Radek... Ja zostanę podrzucony Babci Hani. A wtedy trzymaj się piaskownico, bo Kamil nadchodzi... W sklepie najbardziej zainteresowała mnie maszyna do mycia podłóg... Ale by nam się taka przydała w domu... Szalałbym sobie... Hmmm...
W ciągu ostatniego tygodnia Mamę ogarnął szał fotografowania. I to nie tylko mnie! Biegała z aparatem i cykała zdjęcie za zdjęciem... I oto efekty...
Pozdrawiamy wszystkich naszych czytaczy i pisaczy... Życzymy Wam miłego, rodzinnego, ciepłego i słonecznego weekendu... Do zobaczenia...
KAMIL - ROBOTNIK PIERWSZA KLASA! - 2007-04-19 10:52
Witajcie Smyki!
Dziś trzeci dzień u Babci Hani... Ale wczoraj było zimno! Od rana co chwilę padał deszcz i wiał lodowaty wiatr! Na szczęście nie spadł śnieg, bo to było by już zbyt wiele...
Wczoraj rano pojechaliśmy do Babci Hani. Rodzice chcieli mnie zostawić i pojechać na szybkie zakupy do Castoramy, ale nie chciałem puścić Mamy. Już myślała, że pojadę z nimi... Na ich szczęście przed domem spacerował sobie ślimak i trochę mnie zainteresował... Dokładnie go sobie obejrzałem, a w tym czasie rodzice wymknęli się po cichu... Potem zrobiłem obchód ogródka i kontrolę piaskownicy... Ale nie zapominałem o tym, że przyjechaliśmy do Babi do pracy, a nie dla zabawy... Jak tylko usłyszałem, że rodzice podjeżdżają pod dom, zawołałem "DOM!" i od razu byłem gotów do roboty... To znaczy do pomocy... Wczoraj było w planie mieszanie i wylewanie wylewki betonowej na cały balkon... Oczywiście pomagałem Tacie w mieszaniu i sprawdzałem, jak sobie radzi... Niestety Tata zdążył położyć tylko mały kawałek, bo zaczął padać deszcz! Trzeba było uciekać do domu. Tata z Mamą przykrywali balkon folią i wcale nie chcieli, żebym im pomagał... Mama była trochę zła, że stoję na deszczu i nie chcę iść do domu... Ale ładnie Ją później przeprosiłem, powiedziałem "MOJA MAMA", pogłaskałem Ją po głowie i już się na mnie nie gniewała...
Po południu wyszedłem z Mamą na rower... Zdążyliśmy trochę pospacerować pomiędzy jednym deszczem a drugim... Co za pogoda! Zrobiliśmy tylko jedno kółko wokół osiedla i wróciliśmy do domu, tak strasznie zmarzliśmy... Do wieczora bawiliśmy się już w domu...
Dziś kładzenie wylewki dzień drugi... Tylko znów jest zimno i Tata nie chce żebym mu pomagał. Jak nie to nie! Znajdę sobie inne zajęcie! Na pewno nie będę się nudził...
Pozdrawiamy wszystkich czytaczy i pisaczy! Życzymy Wam miłego, ciepłego i bezdeszczowego dnia... Do zobaczenia...
KAMIL PRACOWNIK!!! - 2007-04-18 12:49
Witajcie Smyki!
Dziś znów piszemy z emigracji od Babci Hani... Co oznacza, że remontu ciąg dalszy...
Wczoraj rano, zaraz po śniadaniu, pojechaliśmy wszyscy do Babci Hani. Mama przebrała mnie od razu w ogródkowo-robocze ubranie i zaczęliśmy z Tatą remont... Dostałem swój śrubokręt i zacząłem pracę. Przy okazji ochrzciłem swoje nowe adidasy. Pracowałem dzielnie, kuliśmy z Tatą prawie równo. A jak nikt nie widział, to zrzucałem gruz z balkonu... Przez tą pracę strasznie się zmęczyłem i zrobiłem sobie przerwę na wypicie mleczka - ok. 5 min. i na obejście całego ogródka i pogonienie kota - ok. 30 min.! Wróciłem w samą porę, bo Tata właśnie wrzucał gruz do wiadra i wynosił go przed dom. Oczywiście nie byłbym sobą, gdybym Tacie nie pomógł! Dzielnie sypałem gruz do wiadra! A ciężko było... Tak się wczułem w tą pracę, że rodzice mieli nie lada kłopot z położeniem mnie spać. Ale udało się...
Po drzemce i obiedzie - pysznej pomidorówce i paszteciku od Cioci Eli, do pracy już nie wróciłem... Bo ile można pracować?! Za to rozpocząłem szaleństwo piaskowo-ogródkowe. Bieganie, przekopywanie grządek, przesypywanie piasku, zbieranie patyków i kamieni, a w końcu podlewanie kwiatków piaskiem - bo do wody jakoś nie miałem dostępu... Zaliczyłem zabawę kijami - walnąłem Mamę w rękę i kilka razy zaliczyłem wywrotkę... Obyło się bez płaczu... Ale przy trzeciej przewrotce tak przypadkiem wyrwało mi się "ZAŚ BAM!". Cała rodzina zaśmiewała się z tego do łez... Mam tylko nadzieję, że z tego co powiedziałem, a nie z tego, że się wywaliłem...
Wieczorem rodzice wytrzepali z ubrania kilo piasku, a Ja padłem ze zmęczenia... Jutro - czyli dziś - powtórka!
Pozdrawiam wszystkich czytaczy i pisaczy... Życzę Wam miłego i słonecznego dnia, bo u nas zimno i pada... Do zobaczenia...
MINI-ZOO I MAŁY KOMANDOS W OGRÓDKU! -2007-04-17 11:45
Witajcie Smyki!
Dziś piszemy z emigracji, od Babci Hani. Spędzimy tu cały dzień, bo razem z Tatą kładziemy u Babci kafelki na balkonie.
Zaczynamy naszą notkę od sobotniej wycieczki do mini-zoo. Zabrałem ze sobą swojego pluszowego kotka, a co niech i on ma coś z takiej pięknej wiosny. Co prawda Mama przekonała mnie, żebym go zostawił w aucie - przekupiła mnie ciasteczkami, ale najważniejsze jest to, że miałem dobre chęci... W mini-zoo widziałem prawdziwe kozice górskie, razem z młodymi, lamy - na szczęście nas nie opluły, pięknego pawia - niestety nie chciał dla nas rozłożyć ogona, koguty, strusie i nandu, łanie i koziołki, czarne owce razem z młodymi... Było super! Ale najbardziej spodobał mi się skuter i quad, zaraz byłem gotowy zakładać kask i ruszać w drogę... Niestety pan ze skutera odjechał beze mnie...
Potem zahaczyliśmy od plac zabaw... Zjechałem kilka razy na zjeżdżalni i pobawiłem się w piasku... Wieczorem padłem ze zmęczenia...
W niedzielę rano przyjechał po mnie Dziadek i pojechaliśmy przywieźć piasek do mojej piaskownicy. Po piach pojechaliśmy do mojego lasku i pomagałem Dziadkowi wykopać wielki dół! Potem pojechaliśmy zawieźć piasek do Babcinego ogródka, bo tam właśnie stoi moja piaskownica-żółw. Chciałem od razu wypróbować, czy da się bawić, ale niestety Dziadek odwiózł mnie do domu... Oczywiście nie obyło się bez marudzenia i płaczu... A w drodze powrotnej przydarzył mi się mały wypadek. Przytrzasnąłem sobie paluszek drzwiami wejściowymi do bloku. Strasznie płakałem! Ale Dziadek wystraszył się chyba bardziej... Podobno bał się wrócić do domu - bał się Babci i pojechał na giełdę do Taty... Zupełnie nie rozumiem, jak można bać się Babci... Po południu pojechaliśmy całą trójką do Babci i dopiero wtedy mogłem spokojnie się pobawić... Udało mi się nawet wypróbować mój zeszłoroczny rowerek... Niestety jeszcze nie dostaję do pedałków... A po drugie i tak wolę biegać niż jeździć! Mama była zaskoczona, że przestałem bać się Wujka Piotra. Zawsze bardzo się go wstydziłem i nie chciałem nawet na niego patrzeć. A wczoraj? Rozmawialiśmy jak gdyby nigdy nic! Nie wystarczyła mi tylko zabawa - pomogłem też Cioci Eli i Cioci Basi sadzić nowe kwiatki... Mama siedziała na ławce, wygrzewała się i śmiała ze mnie, że wyglądam jak mały komandos... Podobno super radzę sobie z przeciskaniem się pomiędzy krzewami i kwiatkami. A to naprawdę nic trudnego! Tak więc ten weekend zaliczam do udanych!!!
Pozdrawiam wszystkich czytaczy i pisaczy! Życzę Wam miłego, słoneczego i super spacerowego dnia... Do zobaczenia...
OGRÓDKOWE SZALEŃSTWA... - 2007-04-14 10:26
Witajcie Smyki!
Nadeszła długo przez wszystkich oczekiwana WIOSNA... Mama jest zadowolona, Tata też, ale Ja chyba najbardziej!! W końcu mogę chodzić na długaśne leśne spacery...
Cały wczorajszy dzień spędziłem u Babci Hani. Wstałem rano, bez problemu zjadłem śniadanie i pozwoliłem się Babci ubrać. I wyszedłem na spacer... Obeszliśmy wszystkie kąty... A potem aż do przedobiedniej drzemki szalałem w ogródku! Istne szaleństwo... Kopałem w piasku, przegrzebałem rabatki z kwiatami, trochę pohuśtałem się na trzepaku i nawet udało mi się nie wpaść do oczka... Po obiedzie był ciąg dalszy... Przyjechali rodzice i razem z Mamą bawiliśmy się w piasku... Trzeba było zobaczyć jak wyglądały moje buty! Mama od razu powiedziała, że musimy kupić specjalne buty do zabawy w ogródku, bo te które mam długo już nie wytrzymają...
Znalazłem w ogródku prawdziwy skarb... Karabin mojego kuzyna, Dawida. Próbowałem nawet postraszyć nim Mamę, ale jakoś nie bardzo się bała... Wieczorem po tym całodziennym ogródkowym szaleństwie zasnąłem bez problemu w minutę...
Dziś ciąg dalszy szaleństw... Już nie u Babci, ale i tak zapowiada się ciekawie... Wybieramy się do minizoo... Już tam byliśmy w zeszłym roku, ale nic z tego nie pamiętam... Postaramy się wszystko Wam pokazać w poniedziałek...
Mama zupełnie o tym zapomniała, ale wczoraj urodziny miał Wujek Marcin, brat Taty i mój chrzestny... Dziś więc składamy Wujkowi spóźnione, ale gorące życzenia urodzinowe...
Życzymy Ci ciepła - dzięki ludzkiej życzliwości, odrobiny światła w mroku -dzięki szczeremu uśmiechowi, radości w smutku - dzięki ludzkiej miłości i nadziei na lepsze jutro w chwilach niepokoju...
Pozdrawiamy wszystkich czytaczy i pisaczy prawdziwie WIOSENNIE I SŁONECZNIE! Życzymy miłych spacerów i podwórkowych szaleństw... Do zobaczenia...
KAMIL DO KĄTA!!!!! - 2007-04-12 13:04
Witajcie Smyki!
Ostatnio Mama nie ma siły na pisanie kolejnych notek. Teraz korzysta w tego, że właśnie słodko sobie śpię... Zaczynamy więc od początku...
We wtorek byłem z rodzicami na zakupach w Auchanie, bo w lodówce - oprócz resztek ciasta, zostało jedynie światło. Najpierw wcale nie chciałem usiąść w koszyku, prawie cały czas szedłem grzecznie koło wózka i trzymałem Mamę za rękę... W końcu znudzony oglądaniem makaronów, owoców i mleka zacząłem Mamie uciekać... Goniliśmy się wokół lodówki z mrożonkami... Ja bawiłem się super, Mama chyba nie, bo nawet coś tam sobie mamrotała pod nosem... Zmęczony bieganiem usiadłem w koszyku i zacząłem podjadać bagietkę - kolacji już oczywiście nie tknąłem... Na nieszczęście rodziców w pasażu zobaczyłem nowe auta i koparkę. Nawet pozwolili mi się kilka razy przejechać. A potem znów dramat. Nie chciałem wyjść ze sklepu, wsiąść do auta, a potem z niego wysiąść! Cały drogę do domu jechaliśmy na sygnale...
Wczoraj po raz pierwszy, no może drugi, stałem w kącie! Dlaczego? Nie pozwoliłem się Tacie ubrać. Uciekałem, kopałem, krzyczałem i płakałem... Aż Tata się zdenerwował i wstawił mnie do kąta! Ryczałem chyba z pół godziny! W końcu, jak mi trochę przeszło, poszedłem do Mamy do drugiego pokoju, wgramoliłem się Jej na kolana i mocno przytuliłem. Z Tatą wcale nie chciałem gadać, ani na Niego patrzeć...
A dziś dałem swój ostateczny popis! Chyba sobie zupełnie zapomniałem o wczorajszym stanu w kącie, bo dziś też urządziłem cyrk z ubieraniem. Wyrywałem się, kopałem i uciekałem z płaczem... Tata długo nie wytrzymał i znów postawił mnie do kąta! Znów! Tym razem stałem przy drzwiach całą godzinę i wrzeszczałem, płakałem ze złości! Nikt się nie zlitował... Po godzinie jakoś się uspokoiłem i znów byłem sobą... Uśmiechnięty i zadowolony...
Zobaczymy co będzie w kolejnych dniach... Mama cieszy się jedynie z tego, że wrócił Jadek i pochłania wszystko, co tylko widzi... Pozdrawiamy wszystkich czytaczy i pisaczy! Życzymy Wam miłego dnia i super spacerów... I duuużo słońca... Do zobaczenia...
POŚWIĄTECZNIE & POWRÓT JADKA!!! - 2007-04-10 09:44
Witajcie Smyki!
Strasznie szybko minęły te Święta... Tyle było sprzątania, porządków we wszystkich szafach, zabawkach, tyle przygotowań... Dwa dni i po Świętach... Cóż, czekamy na następne...
Sobota była całkiem zwyczajna. Odwiedziliśmy z Tatą Babcię, dostaliśmy całą górę pysznego, domowego ciasta i wróciliśmy do domu... Ot, taki sobie zwykły dzień...
W niedzielę za to obudził się we mnie dawny Jadek! Od obiadu buzia mi się nie zamykała... Na obiadek zjadłem pół ziemniaka, duszoną marchewkę i prawie całą nóżkę z kurczaka. Potem doprawiłem to chyba trzema kawałkami makowca - pyyyyychaaaa. Mama już nie pamięta, kiedy ostatnio tak chętnie otwierałem buzię do jedzenia... Chyba bała się, że zaraz pęknie mi brzuszek...
Zapominałbym powiedzieć, że w niedzielę rano zrobiłem Mamie Śmigusa Dyngusa! Oblałem Jej całe spodnie, aż musiała się przebrać... Sama jest sobie winna! Najpierw to Ona oblała Tatę, potem Tata chciał się zemścić... Mama schowała się w łazience i za nic nie chciała wyjść! Strasznie spodobała mi się ta zabawa... Więc jak tylko Mama wyszła z łazienki zaczaiłem się na nią z pistoletem na wodę... Ale się śmiała!
Świąteczny Poniedziałek minął spokojnie i rodzinnie, jak całe Święta... Chyba lubię Święta... Mam wtedy cała rodzinę dla siebie... I wszyscy są chętni do zabawy ze mną... Mama pewnie trochę mniej lubi święta, bo od wczoraj nie może patrzeć na jedzenie, Tata też nie! A mówią, że to ja jestem Niejadkiem...
Mama w końcu wybrała moje zdjęcie na konkurs foto! To ja przy jedzniu Wielkanocnego czekoladowego zająca... Był naprawdę przepyszny, nie mogłem się powstrzymać i zjadłem mu nóżki... ZAPRASZAM WIĘC DO GŁOSOWANIA!
Pozdrawiam wszystkich czytaczy i pisaczy... Życzę Wam miłego poświątecznego dnia... Do zobaczenia...
JUŻ JUTRO WIELKANOC!!! - 2007-04-07 09:51
Witajcie Smyki!
Przedświąteczne przygotowania dobiegły końca! Mama wykończona, Babcie zaganiane - i zajęte pieczeniem pysznych ciast... Wczoraj rodzice zabrali mnie po południu na spacer po Sosnowcu. Jeszcze nigdy nie byłem w centrum miasta... A przy okazji poszliśmy na dworzec kolejowy obejrzeć prawdziwe pociągi. Teraz to już na pewno muszę kogoś namówić do przejażdżki pociągiem. Nie chciałem odejść. Mama już myślała, że będziemy nocować na dworcu... Ale w końcu udało się mnie zaciągnąć do samochodu... Może dlatego, że zostałem przekupiony pysznymi wafelkami...
Już jutro Święta Wielkiej Nocy! Dom posprzątany, samochód umyty, porządek w zabawkach jest - a może raczej był... Jesteśmy gotowi na nadejście Świąt!
Na stole święcone, a obok baranek,
Koszyczek pełny barwionych pisanek
I tak znamienne w polskim krajobrazie
W bukiecie srebrzyste, wiosenne bazie.
Zielony barwinek, fiołki i żonkile
- Barwami stroją uroczyste chwile.
W dom polski wiosna wchodzi na spotkanie.
Gdy Wielkanocne na stole śniadanie…
Niech Wam Mili będzie wiosennie, słonecznie, świątecznie! Niech cieszą Wasze oczy kolorowe pisanki i wielkanocne baranki. Niech się w Śmigus Dyngus woda na Was leje, a wielkanocny Zając przyniesie radość i nadzieje.
Pozdrawiamy wszystkie Smyki i ich rodziny świątecznie. Życzymy zdrowych i wesołych Świąt! Do zobaczenia...
NAPADLI NA MNIE I KAMIL MOTOCYKLISTA!!! -2007-04-06 13:01
Witajcie Smyki!
Wczoraj miałem bardzo pracowity dzień... Rano pomagałem Mamie w ostatnich porządkach przedświątecznych. Pogoda jest niespecjalna, mam jeszcze trochę katarku więc zostałem w domu. Ale po południu rodzice nie mogli mnie już utrzymać w jednym miejscu. Razem z Tatą postanowiliśmy pojechać do Babci i posprzątać w naszym aucie. Mama nie pamięta, kiedy ostatni raz auto było sprzątane... Pomagałem Tacie odkurzać, umyć szyby i posprzątać całe wnętrze samochodu. Nie chciałem odejść od auta ani na krok, we wszystkim asystowałem Tacie. Przy tym ubrudziłem kurtkę i spodnie, nie wspomnę nawet o buzi i rękach... Babcia próbowała mnie wyciągnąć do domu albo do ogródka, kusiła mnie ciasteczkami i jabłkami, ale się nie dałem... Musiałem przecież dokończyć pracę! Płakałem i jak tylko Babcia do mnie podchodziła chowałem się za Tatą... Wieczorem byłem taki zmęczony, że nie miałem nawet siły przejść z parkingu do domu. Tata musiał wziąć mnie na ręce, bo wołałem "TATA, JON!" i nie chciałem iść... Ale przed spaniem musiałem zaliczyć jeszcze choć kawałek "Aut"...
Niestety rodzice jeszcze nie kupili mi własnego samochodu... Na razie Mama postarała się o klockowy motor. Szaleję na nim po całym domu... Tylko nie pozwalają mi nim wyjechać na spacer...
Dziś rodzice napadli na mnie... z nożyczkami... Zaatakowali moje włosy! Wrzeszczałem, krzyczałem "MAMA, BO!' (mama, boli!), ale rodzice byli nieugięci... Puścili mi nawet bajkę - "Auta" i momentami zapominałem o płaczu. W końcu udało się im... Włosy obcięte... Prawie... Mama coś mówi o poprawkach z tyłu głowy, więc teraz muszę być czujny...
Pozdrawiamy wszystkich czytaczy i pisaczy wiosennie. Dziękujemy w imieniu Dziadka za życzenia urodzinowe... Jesteście kochani... Do zobaczenia...
URODZINY DZIADKA, TO NIE JA I AUTA !!! -2007-04-04 13:27
Witajcie Smyki!
Niestety pogoda się popsuła! Ale to naprawdę nie moja wina Bartoszku! Ja nie zajmuję się produkowaniem deszczu i wiatru! To napewno jakiś inny Smyk! Od wczoraj męczy mnie okropny katar. Mama się troszkę martwi, że na Święta będę chory. Na razie walczymy z katarem w domu... Może nie trzeba będzie iść do lekarza...
Niejadek na razie odszedł z nieznane. Jeszcze nie straciłem ochoty na jedzenie... Jeszcze... Więc Mama i Tatą są zadowoleni i mówią, że jestem Zuch. Może i jestem... Acha, kilka dni temu rodzice puścili mi "Auta" i teraz oglądam je przez cały dzień, w kółko.. Uwielbiam tą bajkę... Brum, brum...
Dziś najważniejsze jest to, że mój Kochany Dziadek ma urodziny... Kochany Dziadku!
Z okazji urodzin życzymy Ci abyś nigdy nie przestał marzyć, bo marzenia pozwalają przetrwać te wszystkie najtrudniejsze chwile. Abyś potrafił dawać radość. Niech Twoje łzy będą tylko łzami radości, a nie smutku. Aby niebo nad Tobą było jaśniejsze i aby otaczali Cię życzliwi ludzie. Niech Twoje życie toczy się tak jak tego pragniesz.
Pozdrawiamy wszystkich czytaczy i pisaczy wiosennie! Życzymy Wam - i sobie przy okazji - żeby pogoda szybko się poprawiło i znów wyszło słończe... Do zobaczenia...
ZACZYNAM PRODUKCJĘ KWIATKÓW I MAMA WYGRYWA Z NIEJADKIEM! - 2007-04-03 12:52
Witajcie Smyki!
Za oknem coraz ładniejsza pogoda, słonko świeci i aż szkoda spędzać cały dzień w domu... Może dlatego właśnie Mama jakoś nie ma ochoty na pisanie nowych notek... Ale musimy Wam o czymś powiedzieć. Mamie udało się wygrać z Kamilem-Niejadkiem!!! Po tylu dniach męczarni wczoraj jadłem normalnie! Zjadłem śniadanie, potem wypiłem mleko, potem jadłem jabłuszko... Po drzemce zjadłem obiadek. Cały! Mama była bardzo, bardzo zadowolona... Kolacji nie jadłem, bo zapchałem się banankiem i ciasteczkami... A poza tym rodzice dali mi kawałek świeżutkiej bagietki... Więc na pewno nie poszedłem spać głodny...
Zobaczcie, jak walczyłem o swoje... Co prawda przegrałem bitwę z Mama i Tatą, ale jeszcze nie przegrałem wojny... Dowiedziałam się za to, że moja Mama - jak była dzieckiem - też była niejadkiem, Babcia też i Wujek Marcin również.... Tak więc Niejadka mam w genach...
Wczoraj na spacerze widziałem małą jaszczurkę... Mama narobiła wrzasku, bo myślała, że to żaba. A wszyscy wiedzą, że moja Mama panicznie boi się żab. Zdjęcie musiał więc zrobić Tata... On się niczego nie boi... No, może pająków, ale o tym sza...
Na koniec zgodnie z żądaniem Jaśka zawieszam produkcję śniegu do następnej zimy. Zaczynam produkcję kwiatków i zielonej trawki... Już przygotowuję grunt na swoje produkty.
Pozdrawiam wszystkich czytaczy i pisaczy, którzy Nas odwiedzają! Życzę Wam miłego i słonecznego dnia... Do zobaczenia...
PUSTKOWYPEŁNIACZ! - 2007-04-01 12:03
Witajcie Smyki!
Zaczął się nowy miesiąc. Witamy więc wszystkich kwietniowo. Dziś Prima Aprilis i jednocześnie Niedziela Palmowa... Do Świąt Wielkanocnych zostało już tylko siedem dni... Już nie mogę się doczekać!
Jako że nie mamy pomysłu na nową notkę, pokażemy Wam tylko zdjęcia-wypełniacze pustej strony. Zobaczcie, skąd tak naprawdę bierze się śnieg... JA go robię! I to kilka dni temu...
A to też Ja, tylko że w garażu. Mama pomyliła mnie chyba z którymś z autek... Tylko drzwi nie chcą się za mną zamknąć!
Dzieciństwo jest dobre dlatego, że każdy dzień zaczyna życie na nowo, bez ciężaru dnia wczorajszego... Anna Kamieńska
Pozdrawiamy wszystkie Smyki i Smyczki wiosennie i słonecznie... Życzymy miłego dnia i udanych żartów... Do zobaczenia...

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz