piątek, 5 lutego 2016

Jak było, czyli kwiecień 2007



MAMA PRZEMAWIA LUDZKIM GŁOSEM!! - 2007-04-28 09:45

Witajcie Smyki! Dziś głos zabierze Mama.
Od kiedy urodził się Kamilek czekałam na nasze pierwsze rozmowy... Pierwsze prawdziwe rozmowy, na coś więcej niż mówienie do niemowlaka... Ale nie spodziewałam się, jak takie rozmowy będą wyglądały... Kamilek zaczął mówić dosyć wcześnie, codziennie pojawiają się nowe słowa, teraz coraz częściej słyszymy całe zwroty... Pierwszym słowem nie była wcale "mama", ale "tata". Potem był "dziadzia", "pamba" - panda (samochód dziadków), a na końcu "baba". I tak z każdym dniem obserwujemy, a właściwie słyszymy jakieś nowe słówko...
Niestety te rozmowy nie nadają się do opisania, bo oprócz słów, są jeszcze niepowtarzalna minka i ton głosu. Kiedy miewam zły humor i zdarza mi się uronić łezkę - czasem ze złości, a czasem z bezsilności - Kamilek podchodzi do mnie, przytula się mocno i mówi "mama, nie pa..." - mamo, nie płacz... Wtedy zawsze cała złość gdzieś odpływa, znika... I wraca uśmiech... Kiedy krzyknę na mojego łobuziaka, bo po raz tysięczny robi coś czego absolutnie mu nie wolno, winowajca Kamil mówi"mama, nie ksi! " - mamo, nie krzycz! I znów na moich ustach pojawia się uśmiech... Bo jak się nie uśmiechnąć? Czasem, gdy Kamil jest wyjątkowo niegrzeczny i za nic w świecie nie ma zamiaru mnie posłuchać, np. kiedy po raz któryś tam tłucze mnie albo gryzie, mówię mu, że wcale go nie lubię i nie będę się z nim bawić... Nie mija nawet minuta, a Kamil podchodzi, przytula się, głaszcze mnie po głowie i mówi z uśmiechem "mój mama...". I jak tu się na niego złościć? Na ostrzeżenie, że jak popsuje samochodzik, to nie będzie się miał czym bawić, od razu stwierdził "dziadzia kup no..." - dziadek kupi nowy... I sprawa zamknięta...
Rafał mówi, że nieźle sobie wytresowałam Kamilka... Ale on jest po prostu bardzo wrażliwy na Mamę i doskonale wyczuwa moje nastroje. A poza tym wie, jak mi poprawić humor... Bo nic tak na mnie nie działa, jak uśmiech, przytulenie i słodka buzia mojego łobuziaka...
A na tym zdjęciu Kamilek wbrew pozorom nie walczy z drzewem. Przytula je i mówi "mój dzie... nie pa..." - moje drzewko... nie płacz..."
Pozdrawiamy Was nasi czytacze i pisacze... Życzymy wszystkim Smykom miłego, słonecznego i pełnego zabawy długiego weekendu... Do zobaczenia...


Jak było, czyli marzec 2007 część I



ZŁAPAŁEM WIRUSA!! - 2007-03-13 12:14
Witajcie Smyki!
Wiosna pełną parą... Chyba tym razem zagościła naprawdę... A nie na kilka dni...
Byliśmy dziś u mojego Pana Doktora... W przychodni strasznie się wynudziłem, biegałem, zaczepiałem innych chorych i nie mogłem się doczekać na mojego "PANA DO DO". Pozwoliłem, bez płaczu czy marudzenia, mu się zbadać i nawet zajrzeć do gardła. P.D. stwierdził, że przechodzę właśnie (!) jakąś infekcję wirusową i nie podoba mu się moje gardełko. Trudno. Ma prawo mu się nie podobać. Przepisał mi antybiotyk i kazał mi szybko wyzdrowieć.
Poszliśmy potem na krótki spacer, bo nie można mnie było nawet siłą zaciągnąć do auta. A że dziś u mnie prawdziwie wiosenna pogoda, Mama nie miała nic przeciwko spacerowi. Zwłaszcza, że wcale nie wyglądam na chorego. A na spacerze widziałem dwa pociągi. Uwielbiam pociągi i znów rodzice mieli ze mną problem - nie chciałem odejść od torów...
Dziś ma mnie odwiedzić Babci Ula. Bardzo dawno się nie widzieliśmy, bo przez cały tydzień była chora i nie chciała mnie zarazić. Ale widzicie sami, że ja i tak złapałem jakiegoś wirusa... Będziemy się z Babcią super bawić. Muszę Jej pokazać moje nowe klocki i to auto, które wczoraj kupił mi Tata.
Pozdrawiamy wszystkich baaaardzo wiosennie. Życzymy Wam miłego dnia, super spacerów i extra zabawy na dworze... Jest WIOSNA!! PA PA